Skansen Chochołów – kontra tandeta Zakopane

Tandeta goszcząca pod Giewontem zaczyna się już na zakopiance. Najlepsze są krasnale. Można je zakupić mknąc w stronę Zakopanego w przenajróżniejszych postaciach – od małego kolorowego po olbrzyma w stonowanych kolorach. Przy drodze jawią się też stoiska z okazałymi skórami na kanapę, fotel czy ścianę. Tego typu akcesoria ciągną się aż po Krupówki. Tu pamiątkarstwo mniej lub bardziej profesjonalne i związane z folklorem przeplata się ze sznurówkami, perukami i miśkami pluszowymi różnej maści. Do tego wszystkiego – jak donoszą lokalne media – dochodzą tak zwane “zimowe oscypki” czyli ostatni hit w tandecie pod Giewontem. Co robić, by zachować resztki godności przed sobą i gośćmi z wielkiego świata?

Jest wciąż podlewany przez etnografów i innych działaczy na rzecz kultury regionu podhalańskiego pomysł o stworzeniu skansenu zwłaszcza w oparciu o rejon Chochołowa i okolicznych wsi. Zjawisko eksponowania dawnych wiejskich budowli  zwane skansenem zrodziło się ponoć w Szwecji.  Tam bieda wygnała niegdyś lud za ocean, by na chleb zarobić, więc znaleźli się tacy, którzy postanowili ocalić dla potomnych, jeśli zdecydują się powrócić z obczyzny, tradycje i kulturę ojców, a że domy onegdaj można było kupić za bezcen, co odważniejsi skupowali nawet piętnastowieczne zagrody, by służyły za coś w rodzaju muzeum pod gołym niebem. Dziś nie ma już właściwe skansenów z krwi i kości ale można stworzyć “coś koło tego” – na przykład oprócz Tatrzańskiego Parku Narodowego – Narodowy Park Etnograficzny z wsią Chochołów w roli głównej.

Skansen na Podhalu nieco godziłby w tandetny klimat Zakopanego i ratował sytuacje, a biorąc pod uwagę, że w Chochołowie nawet niektóre budy dla psów i zadaszenia do studni są zabytkowe było by, na dobra sprawę, z czego ten skansen stworzyć i gdzie – Chochołów i okolice to praktycznie jedno wielkie pasterstwo z całymi zespołami szałasów na rozległych polanach śródleśnych, co naprawdę maluje pejzaż  minionej epoki.

Niektórym etnografom już dziś śnią się po nocach tętniące życiem, jak za dawnych czasów, kuźnie z prawdziwymi kowalami, tartaki i  turbiny napędzane wodą. Wreszcie, handel na Chochołowskim bazarze najprawdziwszymi oscypkami, z prawdziwych owiec, prawdziwie wypasanymi i dojonymi na oscypkowe mleko.

Domki charakterystyczne dla tego regionu z litego drewna, szorowanego zawsze na Wielkanoc, gęsto ustawione po obu stronach ulicy a frontem “do słonecka”, wreszcie kryte byłyby gontem a nie blachą srebrzystą, jaką dziś spotkać można. W chałupie, wedle tradycji znajdowały by się dwie izby – biała i czarna, czyli na co dzień, osmolona od pieca i izba od święta z cennymi sprzętami.

W rocznice powstania Chochołowian przeciw Austriakom ( 1846 rok ) byłyby odgrywane sceny krwawe. Poprzebierani aktorzy za szlachtę co jakiś czas udawali by się na polowanie i wołali jak onegdaj panowie : cho – cho- łów! Od takowego ponoć okrzyku szlachty na polowaniu uformowała się nazwa wsi.

Na dzień dzisiejszy, póki nie mamy na Podhalu porządnego, profesjonalnego skansenu, możemy jedynie bojkotować tandetę nie wydając nań ciężko zarobionych dutków!

Podobny temat ... No related posts